Author Sumo

Jedyny FatBike czeskiego producenta rowerów Author nie jest już dostępny w Polsce. Na Antarktydę przypadł mi zaszczyt zabrania ostatniego modelu Sumo w Polsce 🙂 Moda na tego typu rowery skończyła się bardzo szybko i nie powinno to nikogo dziwić. Obecnie większość producentów rowerów wycofała się z produkcji „grubasów” Nie jest to model roweru do codziennego użytku. Szerokie koła o grubości nawet 4 cali bardzo spowalniają jazdę na praktycznie każdej nawierzchni i wymagają sporego wysiłku nawet do jazdy po płaskim terenie. Jednak główną zaletą fakbike’ów jest możliwość poruszania się po głębokim błocie, piasku oraz śniegu. I to właśnie ten model oraz jego zalety wykorzystam podczas samotnej ekspedycji na Biegun Południowy.

Specyfikacja:
Rama modelu Sumo zbudowana jest z podwójnie cieniowanej stali chromo-molibdenowej (Cromoly) Cr-Mo 4130. Sztywny widelec także jest stalowy. Model ten jest typowym wszędołazem, a nie ścigaczem. Prostota budowy jest kluczowa, podobnie jak neutralna geometria.
Jak w każdym modelu fatbike istotnym elementem są koła. W przypadku SUMO jest to komplet złożony na 80mm obręczach Jalco Snoy o 32 otworach, piastach Quando i nierdzewnych szprychach 2mm. Ogumienie to szerokie opony Maxxis Mammoth 26×4.0.
Za hamowanie odpowiadają hamulce tarczowe mechaniczne Tektro Aries i tarcze 160mm.
Siodełko to sprawdzony przeze mnie chociażby w Australii i Andach model Author Patriot.
Za napęd odpowiada osprzęt oparty na grupie Shimano Deore. Nowością jet dla mnie dwurzędowa korba Samox 22-36. Łańcuch to KCM przystosowany do kaset 10-cio rzędowych. Kaseta HG-50 o zębach 11-36 to raczej standard.
Pozostałe komponenty: kierownica (aż 720mm), mostek, sztyca, obejma są sygnowane logiem AG Lab.
Waga gołego grubasa na ramie 21′ to dokładnie 16.92kg.

Specjalny rower na taką wymagającą ekspedycję wymaga również nietuzinkowego przygotowania.

Za mną już pierwszy mały test sprzętu. Przez tydzień w temperaturze -25°C w zamrażarce trzymałem zielony olej marki Finish Line. Olej zalecany na mokre warunki nie zamarzł, a jedynie delikatnie zgęstniał. Oznacza to, że ten olej powinien sobie poradzić w mroźnej Antarktydzie. Kolejne testy smarów do łożysk i piast wykonam już w sezonie zimowym 2019-20 podczas małej wyprawy w Górach Izerskich.

Do roweru założę duże aluminiowe pedały platformowe Author APD-F11, na których łatwiej będzie oprzeć spore podeszwy butów ekspedycyjnych.

Aby trochę obniżyć wagę roweru zrezygnuję z tylnego hamulca. W warunkach zimowych, na rowerze typu fatbike nie przewiduję wyższych prędkości jazdy niż kilkanaście kilometrów na godzinę. Zdecydowanie najwięcej kilometrów przez Antarktydę pokonam w dość płaskim terenie, jedynie podczas „wspinaczki” na Płaskowyż Polarny przez Lodowiec Leverett z Lodowca Szelfowego Ross’a czeka mnie jazda pod górę.

Zrezygnować chcę także z przedniej przerzutki i co za tym idzie manetki oraz linki do przerzutki. Wydaje mi się, że jedna mała tarcza na korbie będzie wystarczająca na antarktyczne warunki. Linka do przerzutki tylnej musi posiadać pełny pancerz oraz zabezpieczenie końcówki linki przed zimowymi warunkami.

Na wyprawie na Biegun nie będę posiadał licznika rowerowego. Bateria w nim na sporym mrozie wytrzymała by zapewne tylko kilka godzin. Liczniki rowerowe nie są konstruowane na tak wysokie mrozy. Ilość pokonanych kilometrów poznam dzięki urządzeniu GPS. Zamiast licznika na kokpicie kierownicy będzie znajdować się termometr oraz kompas.
Nie planuję montowania błotników. Koszyki na bidony i same bidony także są zbędne. Płyn w plastikowym bidonie bardzo szybko by zamarzł. Bardziej sensownym rozwiązaniem będzie termos schowany w sakwie.

Ponieważ ważne są dla mnie walory estetyczne i to jak rower komponuje się z zestawem sakw i przyczepą planuję zmienić kolor obręczy z jaskrawych zielonych na czarne z czerwonymi taśmami. Takie pstrokate kolory nie należą do moich ulubionych. Z chęcią przemalowałbym także napisy na czerwone, jednak to już nie jest tak łatwe do wykonania. Prostsze wydaje się naklejenie napisów na istniejący lakier.